W Karkonosze mam stosunkowo blisko, a ostatni raz turystycznie byłem tam ponad 10 lat temu. Przyszła więc pora i na te góry. Wybór padł na Karpacz. Wypad jednodniowy, ale bardzo udany. Nie planowałem pchać się na samą Śnieżkę i jak się później okazało słusznie. Pomysł na obiad w Strzesze Akademickiej też nie wypalił. Za to czerwony szlak do Domu Śląskiego dostarczył sporo emocji i widoków.   Ale po kolei…

Kto rano wstaje…

Wyjazd z Zielone Góry około 6 rano. Dni teraz krótsze, więc chciałem złapać jak najwięcej światła dziennego. Już sam dojazd do Karpacza i panorama gór uświadomiła mi, jaki spory kawałek pod górę sobie wymyśliłem. Podjechałem na parking przy górnej stacji kolejki linowej w Białym Jarze, szybkie drugie śniadanie i w drogę.

Czerwonym Szlakiem do Domu Śląskiego

Wybrałem czerwony szlak wiodący od parkingu do Domu Śląskiego na Równi pod Śnieżką. Za wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego należy uiścić opłatę w  wysokości sześciu złotych, jednak nie znalazłem nikogo, komu mógłbym zapłacić. Budka przy wejściu na szlak zamknięta na cztery spusty. Może godzina dziewiąta rano w niedziele to za wcześnie dla pracowników parku… Ale cóż, nie będę się upierał, żeby pozbyć się  tych sześciu złotych.

Wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego
Wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego

Na początku droga typowo leśna, bardzo lekko pod górkę i niewiele śniegu.  Przebijające się przez ośnieżone gałęzie świerków słońce poprawiało mocno nastrój i podkreślało urodę miejsca. Śnieg nie utrudniał spaceru a i niewielkie nachylenie terenu nie stanowiło żadnego problemu. Droga do schroniska Łomniczanka w bardzo dobrym stanie, wręcz wymarzona na piesze wędrówki dla takich amatorów, jak ja.

Czerwony szlak do Domu Śląskiego - Schronisko Łomniczanka

No to pod górkę….

Po minięciu schroniska, szlak z drogi zmienił się w pieszą ścieżkę i wraz z wzrostem wysokości było coraz więcej śniegu. Czapy śnieżne na drzewach coraz większe a w dolinie coraz głośniej słychać było strumień – Łomniczkę. Trasa też stawała się coraz bardziej stroma. Po wyjściu z lasu widać było przede mną na szlaku dwie osoby. Ktoś musiał też wcześniej iść, bo śladów było trochę więcej. Jak się później okazało, wcześniejsi wspinacze znacznie ułatwili mi drogę w końcowym etapie wspinaczki.

Czerwony Szlak do Domu Śląskiego kotłem Łomniczki
Czerwony Szlak do Domu Śląskiego kotłem Łomniczki

Czerwony Szlak do Domu Śląskiego – końcówka bardzo stroma

Im dalej, tym robiło się bardziej stromo. Po wyjściu ponad granicę lasu widok na cały Kocioł Łomniczki i przedgórze był niezły.  Po przejściu strumienie małym mostkiem, zaczęły się przysłowiowe „schody”. Podejście stało się bardzo strome a szlak widoczny tylko dzięki śladom wcześniejszych wspinaczy. Niestety zaczęła się też psuć pogoda. Widoczne wcześniej dobrze obserwatorium na Śnieżce spowiła chmura i zaczął lekko padać śnieg. Wzmógł się też dość mocno wiatr, od którego nie chroniły mnie już drzewa. Wyraźnie spadła też temperatura, przynajmniej ta odczuwalna. Wtedy pojawił się też pomysł, że może jednak udać się na Śnieżkę…

Symboliczny cmentarz Ludzi Gór

Po kilku dalszych minutach wspinaczki dotarłem do symbolicznego cmentarzyka Ludzi Gór. Na skale został umieszczony krzyż a na głazie poniżej tabliczki upamiętniające między innymi osoby, które w Karkonoszach zginęły.

Symboliczny cmentarz Ludzi Gór - Czerwony szlak do Domu Śląskiego

Ścieżka zrobiła się już bardzo stroma, co niestety zmusiło mnie miejscami do wspinaczki „na czworakach”. A przy moim solidnym lęku wysokości wolałem się nie odwracać… 😉

Czerwony szlak do Domu Śląskiego – Bajeczny widok na Kocioł Łomniczki

Dopiero na lekkim wypłaszczeniu terenu zobaczyłem widok, który miałem wcześniej za plecami. Był piękny. Niestety widoczność utrudniała chmura i lekkie opady śniegu.

Kocioł Łomniczki - czerwony szlak do Domu Śląskiego
Kocioł Łomniczki – czerwony szlak do Domu Śląskiego

Po pokonaniu ostatniego fragmentu trasy, gdzie śniegu było już po kolana, dotarłem do Domu Śląskiego. Gorąca herbata w schronisku znacznie poprawiła morale. 

Śnieżka w gęstej mgle

Widok w kierunku na Śnieżkę sprawił, że z pomysłu jej zdobycia jednak zrezygnowałem. Widoczność na poziomie ok 200m skutecznie mnie zniechęciła. Co ciekawe po drodze ze Śnieżki zjeżdżał człowiek na rowerze. Tak… na rowerze… w 15 cm puszystym śniegu. Podziwiam.

Droga na Śnieżkę
Droga na Śnieżkę i „wariat” na rowerze

Niebieskim szlakiem do Kotła Małego Stawu

Z Domu Śląskiego ruszyłem dalej Niebieskim Szlakiem w kierunku Strzechy Akademickiej. Tak jak wcześniej pisałem, planowałem tam zjeść obiad. Po drodze chwilami nieśmiało wyglądało słońce, ale większość trasy na Równi w lekkiej śnieżycy. Kiedy niebieski szlak odbił w prawo od czerwonego i zacząłem schodzić, znacznie poprawiła się widoczność i widok na przedgórze i miasta poniżej był znów bardzo czytelny i fajny. Kocioł Małego Stawu też był już dobrze widoczny, choć otaczające go góry spowijała mgła.

Schronisko Stzrecha Akademicka

Po dotarciu do Strzechy Akademickiej zła wiadomość. Remont. Do 15 grudnia (2017) schronisko nieczynne. I cały misterny plan w pi…. 😉

No cóż, idziemy dalej…

Sądząc po ilości turystów, plan był nie tylko mój. Ale cóż kilkaset metrów dalej Samotnia. Tam już na pewno się spokojnie posilę. W kotle Małego Stawu  bardzo nieprzyjemny wiatr i zacinające opady śniegu. Ale widoki wynagradzały trudne warunki.

Kocioł Małego Stawu i schronisko Samotnia
Kocioł Małego Stawu i schronisko Samotnia

Niestety, ponieważ Strzecha była zamknięta, Samotnia była Samotnią już tylko z nazwy. W środku dziki tłum, brak miejsca do siedzenia i kolejka do baru prawie do wejścia. Cóż więc zostało. Posiliłem się na zewnątrz paluszkami krabowymi, które miałem ze sobą i ruszyłem w dalsza drogę. Drogę bardzo malowniczą, z jednej strony ograniczoną skalną ścianą, a z drugiej ciekawymi widokami. Niebieski szlak okazał się niezbyt wymagający i dobrze przygotowany, a raczej wydeptany.

Niebieskim szlakiem do Polany im. Bronka Czecha

Po kilkuset metrach dotarłem do Koziego Mostka a następnie do Polany. Można tu usiąść i odpocząć, a także poczytać o historii wykorzystania wyższych partii gór przez człowieka. Takich tablic jest zresztą przy szlakach dość sporo, co urozmaica wycieczkę  i dodaje jej waloru edukacyjnego.

Polana im. Bronka Czecha

Kawałek za Polaną zmieniłem szlak z niebieskiego na zielony. Tutaj znów zrobiło się trochę trudniej, nie ze względu na nachylenie czy śnieg, ale na lód. Ścieżka była dość mocno oblodzona i trzeba było uważać. Tutaj jednak bardzo dobrze było widać mieszankę jesieni i zimy w górach. W dolnych partiach jeszcze kolorowo, a na górze już całkiem biało.

Zielonym szlakiem do Karpacza

Zielony szlak zwany Drogą Bronka Czecha zaprowadził mnie z powrotem do Karpacza na ulicę Strażacką. Jest tam miejsce zwane Miejscem Zaburzenia Grawitacji. Według jednych źródeł, grawitacja jest tam obniżona o 4%, dzięki czemu przedmioty toczą się pod górę. Według innych przekazów jest to zwykłe złudzenie optyczne polegająca na tym ,że szosa obniża się mimo, ze prowadzi w górę rzeki.

Dziki wodospad w Karpaczu
Dziki wodospad w Karpaczu

Na koniec, wracając już do samochodu, odbiłem jeszcze w prawo do Dzikiego Wodospadu. Bardzo fajne miejsce na odpoczynek.

Czerwony szlak do Domu Ślaskiego – podsumowanie wycieczki

Wycieczka znów bardzo udana. Całkiem przypadkiem dobrze wybrałem kierunek, bo wracanie czerwonym szlakiem mogłoby przerosnąć moje możliwości w tych warunkach. Pogoda dała mi się trochę we znaki, jednak na szczęście byłem dość dobrze przygotowany. Spodziewałem się mrozu, jednak tak duża ilość śniegu była lekkim zaskoczeniem. Dobra bielizna termoaktywna i bardzo dobre buty, sprawiły, że spacer był olbrzymia przyjemnością. Zdecydowanie polecam.

GPS pokazał niespełna 16 km a trasa wyglądała tak:

Karkonosze w pierwszym śniegu – galeria zdjęć

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pin It on Pinterest

Scroll to Top

Info o nowych wpisach? Zapisz się do newslettera. Nie wysyłam spamu!