Wyprawa do Szkocji upłynęła nam bardzo szybko, a ostatnie jej dni znowu w drodze. Pierwszym przestankiem była destylarnia Ben Nevis w Fort William. Niestety byliśmy poza „sezonem destylarniczym” więc akurat trunek się nie pędził, ale dzięki temu mieliśmy zupełnie prywatną wycieczkę. I to w sensie dosłownym – byliśmy jedynymi zwiedzającymi. Dokładnie i bez pośpiechu mogliśmy zobaczyć to, czego nie udało się nam zobaczyć w destylarni Talisker na Skye.

Destylarnia Ben Navis w Fort William
Destylarnia Ben Navis w Fort William

Ciekawa opowieść o sposobie produkcji najbardziej chyba znanego w świecie szkockiego specjału połączona była z degustacją. My zdecydowaliśmy się na skromną, jednotrunkową. Niestety mile, które pozostały nam do przejechania były najlepszym stoperem. Choć mógłbym w sumie tam zostać na dłużej…

Z Fort William Do Edynburga

Z Fort William ruszyliśmy w stronę Edynburga po drodze trafiając na kilka fajnych i wartych zobaczenia miejsc. Pierwszy postój to zamek Stalker. Zamek ten znajduje się na niewielkiej wyspie i sam też jest niewielki. Za to zrobił karierę filmową w produkcji Monthy Pyton i Święty Graal. Niestety nie udało się go zwiedzić. Jest dostępny dla turystów  jedynie prze kilka dni w  miesiącu i trzeba rezerwować miejsce ze sporym wyprzedzeniem.

Zamek Stalker
Zamek Stalker

Następnym punktem na naszej trasie było portowe miasteczko Oban. Tutaj spacer nabrzeżem i obowiązkowe Fish and Chips. Nie byliśmy tu zbyt długo, bo plan na dzień mieliśmy bardzo napięty. Tak więc wróciliśmy do naszego Morrisa i w dalszą drogę.

Portowe miasteczko Oban
Portowe miasteczko Oban

Wyprawa do Szkocji – Kilchurn – kolejny zamek

Kolejny przystanek to zamek Kilchurn. Ten, jeden z najbardziej malowniczo położonych szkockich zamków, choć to tylko ruiny, spełnił w stu procentach moje oczekiwania.

Ruiny zamku Kilchurn
Ruiny zamku Kilchurn

Po lekkim rozczarowaniu Old Wick Castle tym razem się nie zawiodłem. Zarówno sama budowla, jak i jej otoczenie sprawiają, że chciałby się tam zostać na dłużej. Obiekt jest doskonale utrzymany i przystosowany do zwiedzania. Na okolicznej łące pasł się też byk rasy Highland Cattle, czyli jak go na szybko nazwaliśmy, krowa z grzywką. Super widok, ale zwierze budzące respekt, szczególnie wielkością rogów. Przydał się dobry zoom w aparacie 🙂 Efekty zobaczycie w galerii.

Diabelski pulpit, czyli strach ma wielkie oczy…

Z Inverary ruszyliśmy w kierunku miejsca noclegowego na przedmieściach Edynburga, jednak po drodze mieliśmy jeszcze jeden przystanek – Devil’s Pulpit. To pięknie wyrzeźbiona przez stosunkowo niewielki strumień o nazwie Carnock Burn dolinka.

Wyprawa do Szkocji – Devil’s Pulpit

Trafić tam nie jest łatwo, ale na pewno warto. No właśnie… na pewno. Mi niestety nie udało się zejść po stromych schodach na dno wąwozu. Zwyciężył mój lęk wysokości. Jednak w galerii znajdziecie kilka zdjęć autorstwa Agnieszki, która nie miała z tym na szczęście problemu.

Pulpit diabła to ostatni punkt wyprawny tego dnia. Jeszcze tylko do Broxburn na kolację i nocleg. Wynajęliśmy na trzy ostatnie noce bardzo fajne lokum urządzone z większego garażu. Super warunki i przystępna cena.

Edynburg – ulewa i tłumy

Kolejny dzień to Edynburg. Trochę w centrum, wizyta na zamku… i tu zakończyło się w sumie zwiedzanie, bo dopadła nas szkocka pogoda. Ulewa, wiatr i ziiiimno jak cholera. Tak więc zwiedzanie skończyliśmy dość szybko. W sumie, to centrum miasta nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia. Być może przez pogodę, a może przez to, że wolę odludzia i góry. Choć Edynburg na pewno ma swój klimat.

Widok na Edynburg z zamkowego działa
Wyprawa do Szkocji – Widok na Edynburg z zamkowego działa

Końcówka wyprawy do Szkocji i typowo szkocka pogoda…

Ostatni dzień w Szkocji znowu w deszczu. Tym razem trochę jazdy, żeby zobaczyć ruiny opactw. A konkretnie Jedynburgh Abbey i Melrose Abbey. Oba opactwa są warte zobaczenia. Mi Szkocja zawsze kojarzyła się z zamkami i opactwami właśnie. Fajnie było poczuć ten klimat.

Wyprawa do Szkocji – Abbotsford – dom sir Waltera Scotta

Ostatni punkt wycieczki do Szkocji to dom Sir Waltera Scotta. Ta mieszcząca się w Abbotsford posiadłość, przypomina swoją architekturą zamek. Zwiedzanie ułatwiają przygotowane w dwóch stylach przewodniki audio. Można się z nich sporo dowiedzieć o samym właścicielu jak i o jego zwyczajach i ulubionych miejscach.

Po powrocie ostatnia wizyta w pubie w centrum  Broxburn i szklanka Guinessa. Może to akurat niezbyt szkockie, ale cóż… smaczne.

Wyprawa do Szkocji – podsumowanie

Czas na podsumowanie wyprawy. Szkocja mnie nie zawiodła. Wręcz przeciwnie. Okazało się, że oczekiwania miałem bardzo niskie w stosunku do ogromu emocji, jakie dane było nam tam przeżyć. Począwszy od jazdy po lewej stronie, która okazała się nie taka straszna, poprzez krajobrazy, doskonałe jedzenie, otwartych ludzi i w sumie nie najgorszą pogodę.

Praktyczne porady? Jeśli planujecie sporo jeździć polecam jednak droższy pakiet ubezpieczenia. Wydaje się to naciąganiem, ale w ostatecznym rozrachunku okazało się najtańszym rozwiązaniem. Zniosło nam limit mil, który i tak byśmy przekroczyli. Po podliczeniu okazało się, że dopłaty za ponadnormatywne mile były by wyższe niż koszt dodatkowego ubezpieczenia. No i spokojna głowa – w razie jakichkolwiek problemów nie ma wkładu własnego w naprawy i na karcie kredytowej blokowana jest tylko kwota kaucji za paliwo – kilkadziesiąt funtów. Warto też pamiętać, że do wypożyczenia auta niezbędna jest karta kredytowa. Debetowa do niczego się nie przyda.

Dania obiadowe w lepszych restauracjach zjemy dopiero po 17:30 a w niektórych nawet po 18. Ale ze znalezieniem miejsca do zjedzenia czegoś dobrego nie ma problemu. Choć nam się taki problem trafił w Portree to jednak w bocznej uliczce udało nam się znaleźć fajny lokal.

Noclegi. My przygotowaliśmy trasę w oparciu o AirBnB i właściwie się nie pomyliliśmy ani razu. W dwóch miejscach nawet nie mailiśmy okazji poznać gospodarzy, ale wszystko przybiegło bezboleśnie i warunki były super. Oczywiście można znaleźć lokalizacje w różnych cenach i o różnym standardzie, ale my nie szukaliśmy luksusów, więc było fajnie.

Szkocja nie jest najtańszym miejscem. W sumie w dwie osoby wydaliśmy w 13 dni około 10 000 zł . Mieścił się w tym przelot, noclegi, wynajem auta i paliwo a także wyżywienie i wstępy. No i przywieźliśmy też małe co-nieco 😉

Podsumowując. Szkocję wspominam doskonale i z czystym sumieniem mogę ją polecić miłośnikom zarówno surowych gór i pustych szlaków jak i tzw „atrakcji turystycznych”.

Trzecią część relacji znajdziecie tutaj: http://weekendowyturysta.eu/eilean-donan-i-skye-po-raz-drugi-czyli-wracamy-do-szkocji/

Zachęcam do obejrzenia obszernej galerii zdjęć, tym razem trochę niechronologicznej 😉

1 komentarz do “Wyprawa do Szkocji – zamki i nie tylko… (część 4)”

  1. Pingback: Malowanie po numerach - obraz z własnego zdjęcia - Antystresowa.pl

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pin It on Pinterest

Scroll to Top

Info o nowych wpisach? Zapisz się do newslettera. Nie wysyłam spamu!