Już bezpośrednio po zakończeniu pierwszej wyprawy w Góry Sowie, niedosyt sprawił, że planowałem drugą. Udało się po pięciu tygodniach. Znów weekend w Górach Sowich, tym razem z przyjaciółmi.

Wyjazd tradycyjnie w piątek po pracy. Trzy godziny minęły błyskawicznie i jeszcze przed zachodem słońca zjawiliśmy się na miejscu. A przywitał nas taki widok:

Zachód słońca ze schroniska Orzeł w Górach Sowich

Wieczorny spacer na Wielką Sowę

Tym razem nocleg w Schronisku Orzeł. Można tam podjechać samochodem, co mocno ułatwia sprawę i wpływa na spokojniejszy sen. Choć podjazd dość stromy a droga szesnastej kategorii, jakoś na jedynce się udało. Po zakwaterowaniu jeszcze wieczorny spacer na Wielką Sowę. Na szczycie pusto i spokojnie. Akurat na wieży montowano jakąś antenę i panowie wciągali po linie jej elementy. Wieża, tym razem nie skąpana w chmurach wyglądała jeszcze fajniej. W półmroku i sztucznym świetle. 

Wieża widokowa na Wielkiej Sowie
Wieża widokowa na Wielkiej Sowie

Po krótkim pobycie na szczycie wróciliśmy do schroniska. Było już całkiem ciemno i musiałem oświetlać drogę czołówką. Tuz przed schroniskiem coś zaszeleściło w lesie. Spojrzałem w tamta stronę i w świetle latarki ukazały się małe, świecące punkciki. Poruszały się i było ich coraz więcej. W sumie kilkadziesiąt. Okazało się, że to stadko saren posila się nocą na stoku. Widok bombowy.

Spacer po Górach Sowich

Rano, po śniadaniu przed schroniskiem, ruszyliśmy w Góry Sowie. Ponieważ moi towarzysze podróży nie widzieli wcześniej obiektów Riese, spaceru zaczęliśmy od Osówki. Tym razem asfaltu tylko kawałek. Przed Sierpnicą skręciliśmy w prawo na czerwony szlak. Po dotarciu do miejscowości Grządki skręciliśmy w lewo na czarny szlak, prowadzący już bezpośrednio do obiektów na szczycie Osówki. Obejrzeliśmy „Kasyno”, rampy przeładunkowe i inne budowle oraz tajemniczą „Siłownię”.  

Wnętrze "Kasyna" na szczycie Osówki - Góry Sowie
Wnętrze „Kasyna” na szczycie Osówki

Góry Sowie – Trasa turystyczna w podziemiach Osówki

Następnie, nadal czarnym szlakiem, zeszliśmy do wejścia do podziemi. Byłem tam drugi raz, ale chętnie udam się znowu, jeśli będzie okazja. W tym obiekcie podoba mi się sposób oprowadzania przez przewodników. Nie snują oni niestworzonych historii o tajemniczych, acz nie potwierdzonych teoriach dotyczących obiektów. Można dowiedzieć się ciekawych rzeczy i dopytać o nurtujące nasz zagadnienia. Ja tym razem byłem trochę lepiej przygotowany i rozmowa z przewodnikiem okazała się jeszcze bardziej interesująca.

Podziemne miasto Osówka
Podziemne miasto Osówka

Sam obiekt Osówka jest dość dokładnie przebadany i opisany. Tajemnicze jest tak naprawdę jedno miejsce: tzw. „uskok”. Jest to sztuczne zawalisko, które prawdopodobnie kryje… no właśnie, nie wiadomo co. Jedni mówią, że nieodkryte dotąd, w pełni wykończone partie podziemi a inni, że kilka metrów chodnika i przodek. Teorii jest kilka a sam „uskok” nigdy nie został przekopany. Dziwi to trochę, bo podziemia kompleksu Riese były w przeszłości, jeszcze przed udostępnieniem turystycznym ich części, eksplorowane przez kilka grup. Nikt jednak nie podjął się udanej próby wyjaśnienia zagadki „uskoku”. Obecnie, ze względu na ruch turystyczny, badania raczej nie będzie bo wiązałoby się to z wyłączeniem tego fragmentu podziemi ze zwiedzania. A to wiadomo, kasa… A szkoda. (Informacja na 2020 rok – uskok przekopany – nic tam nie ma… ).

Żółtym szlakiem w kierunku Sobonia

Po opuszczeniu podziemi wracamy czarnym szlakiem na górę i skręcamy w lewo kierując się żółtym szlakiem rowerowym MTB w kierunku Głuszycy. Trasa jest płaska i niewymagająca. Właściwie nie ma większych podejść. Po drodze odnajdujemy kolejne tajemnicze miejsca. Skamieniałe składy worków cementu, różnego rodzaju wykopy i budowle naziemne. Po drodze znajduje się wejście do nieudostępnionych turystycznie podziemi wydrążonych w górze Soboń. Samo wejście jest bardzo niewielkie i z tego co wiem, wewnątrz korytarz na początkowym odcinku jest zalany. Nie jesteśmy przygotowani do eksploracji takich miejsc na własną rękę, więc odpuszczamy. Na jedną rzecz jednak muszę zwrócić uwagę. Przy wejściu wala się mnóstwo śmieci, fragmenty strojów OP-1, puszki po piwie i inne świństwa. Kurcze. Jak mieliście siłę wnieść to pełne na górę to zabierzcie puste ze sobą. Jest lżejsze. Zawsze mnie to wkurza… brrrrr!!!

Góry Sowie – Cesarskie Skały i panorama Głuszycy

Z Sobonia kierujemy się na Cesarskie Skały. Punkt widokowy na Głuszycę i Góry Suche zbudowany na początku ubiegłego wieku. Niestety jest w słabym stanie technicznym, zdewastowany i nikt o to miejsce nie dba. A szkoda, bo widok na Głuszycę jest przepiękny.  Na szczycie niewielkiej skały można posiedzieć i tak też zrobiliśmy.

Panorama Głuszycy z Cesarskich Skał - Góry Sowie
Panorama Głuszycy z Cesarskich Skał

Chwila odpoczynku, posiłek, woda i w dalszą drogę. Ruszamy zieloną trasą rowerową MTB (w które Góry Sowie obfitują) w kierunku czerwonego szlaku, czyli Głównego Szlaku Sudeckiego. Szlak zaczyna się w Świeradowie – Zdroju i kończy w Prudniku. Całość to ok 440 km. My pokonujemy nim jedynie kawałek biegnący przez Masyw Włodarza.  Tutaj już miłośnicy lekkiej zadyszki będę usatysfakcjonowani. Podejście jest dość długie i miejscami strome. Po drodze trafiamy na punkt leśny w którym można przenocować w przygotowanym specjalnie do tego szałasie. Mijamy góry Jedlińska Kopa, Włodarz, Jaworek i Moszna.

Księżyc nad Górami Sowimi - Góry Sowie
Księżyc nad Górami Sowimi

Podążając dalej czerwonym szlakiem trafiamy znów do miejscowości Grządki, gdzie zamykamy koło. Przy ostatnich promieniach słońca i wstającym księżycu wracamy do schroniska. Spacer bardzo ciekawy a tym razem GPS pokazał 29 km. 

Wieczór przy ognisku o gitarze w Schronisku Orzeł

Wybór schroniska, jako miejsca noclegowego okazał się dobry. Cena bardzo przystępna a wieczorem można posiedzieć w piwniczce pod Orłem lub przy ognisku z widokiem na Sokolec. Nam najbardziej przypadła do gustu ta druga możliwość. A dzięki gitarze i Żubróweczce zrobiło się jeszcze przyjemniej. :-)))

Muzeum techniki militarnej Molke

Drugiego dnia przyjaciele wybrali się pieszo przez Wielką Sowę do Walimia a ja postanowiłem odwiedzić kolejne miejsce związane z Riese. Mowa o Muzeum Molke w Ludwikowicach Kłodzkich. Najbardziej charakterystycznym obiektem tego muzeum jest tzw „Muchołapka”. Jest to żelbetowa konstrukcja, wokół której narosło wiele legend. Jedni widzą w niej platformę startową dla pojazdów V-7, czy latających spodków inni po prostu podstawę chłodni kolumnowej, w której chłodzona była woda z pobliskiej elektrowni przed wpuszczenie jej do rzeki. W książce Mariusza Aniszewskiego pt. : „Tajemnicze Podziemia Gór Sowich” znajduje się zdjęcie bardzo podobnej, wręcz bliźniaczej konstrukcji, które zdaje się potwierdzać tę drugą teorię. 

Muchołapka - podstawa chłodni kominowej
Muchołapka – podstawa chłodni kominowej

Muzeum, poza wspomnianą „Muchołapką” właściwie nie jest zbyt ciekawe. Można zobaczyć trochę sprzętu militarnego i zwiedzić kanały technologiczne fabryki amunicji, w których właściwie nie ma co zwiedzać. Mimo to, będąc w okolicy warto odwiedzić muzeum choćby po to, żeby posłuchać opowieści o tym miejscu jego opiekuna, pana Jarka. Jest on mieszkańcem Ludwikowic od młodości i dużo wie o regionie i samych zakładach, które niegdyś mieściły się przy ulicy Przemysłowej. 

Drugi tegoroczny wyjazd w Góry Sowie okazał się znów udany. Spacer po górach połączony z ciekawymi historycznie miejscami dał mi dużą satysfakcję. Co ciekawe, o ile na Wielką Sowę w sezonie walą tłumy, o tyle na masywie Włodarza, poza Osówką oczywiście, nie spotkaliśmy nikogo. Spokój, cisza i ładowanie akumulatorów. Polecam.

Góry Sowie – galeria zdjęć

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pin It on Pinterest

Scroll to Top

Info o nowych wpisach? Zapisz się do newslettera. Nie wysyłam spamu!