Artykuł sponsorowany.
Wielu ludzi myśli, że prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero tam, gdzie kończą się granice naszego kraju. A ja Wam powiem tak – nie trzeba jechać do Peru, żeby spotkać coś, co zachwyca bardziej niż Machu Picchu. Wystarczy skręcić z głównej trasy gdzieś na wschód. Najlepiej na wschód Polski, w okolice Zamościa. To miejsce, które skromnie siedzi na mapie, ale potrafi uderzyć z zaskoczenia jak dobrze przyprawiona zalewajka.
Wschodnia Polska nie pcha się na afisze. Nie gra pierwszych skrzypiec w folderach biur podróży, ale uwierzcie – gdy raz się tu pojawicie, przepadniecie. I to nie w sensie zgubienia się w lesie (chociaż i to możliwe), ale w sensie – zakochania się w krajobrazie, w ludziach, w ciszy i smaku życia. Tu każdy dzień to osobna historia.
Zamość – renesans pod polskim niebem
Zamość to miasto idealne. Nie z mojej głowy ten slogan – wymyślił go niejaki Jan Zamoyski, hetman wielki koronny. Zamiast wznosić kolejną warownię na chybił-trafił, zamówił sobie miasto u włoskiego architekta – Bernarda Moranda. Efekt? Polskie Padwy – regularna siatka ulic, arkady jak w Wenecji, rynek tak piękny, że można by na nim jeść z bruku (ale nie próbujcie – gołębie czają się zawsze).
Jeśli ktoś uważa, że polska architektura nie ma rozmachu, powinien spędzić godzinę na zamojskim rynku. Następnie wejść do ratusza z najbardziej bajkową wieżą w tej części Europy. A potem koniecznie zajrzeć jeszcze do Akademii Zamojskiej – pierwszego w Polsce uniwersytetu założonego przez arystokratę z własnej kiesy.
Roztocze – górki, wąwozy i najczystsze powietrze – wschodnia Polska
Pół godziny autem od Zamościa i człowiek wpada w zupełnie inny świat. Roztocze – to taka Polska w wersji „slow life”. Kręte drogi, śpiewające potoki, lasy tak gęste, że czasem nie widać własnego nosa. A w tym wszystkim ukryte wsie z cerkwiami, młynami wodnymi i ludźmi, którzy pytają: „Po co się tak spieszysz, panie?”
Tu można spotkać dziką zwierzynę, wygrzać się na kamieniu nad Tanwią, wykąpać się w najczystszej rzece w kraju i zapomnieć o tym, że ktoś kiedyś wymyślił smartfony. Warto zajrzeć do Zwierzyńca – miasteczka z kościołem na wodzie i historią sięgającą czasów Ordynacji Zamojskiej. No i do Szczebrzeszyna – bo kto nie był, ten nie zna prawdziwego znaczenia językowych łamańców.
Jeśli planujesz przyjazd w ten lub dalej opisane zakątki, sprawdź dobry hotel na Roztoczu.
Krasnobród – uzdrowisko z legendą
Jest takie miejsce na Roztoczu, które ma w sobie coś z uzdrowiska i coś z opowieści rycerskiej. To Krasnobród. Podobno kiedyś pewna Marysieńka Sobieska doznała tu cudu – i od tego czasu miejsce zyskało sławę uzdrawiającą. Dziś przyjeżdżają tu kuracjusze, pielgrzymi, ale też zwykli spragnieni ciszy urlopowicze.
Krasnobród ma zalew, plażę, deptak i górujący nad tym wszystkim klasztor dominikanów. W lipcu odbywają się tu jarmarki, a zapach regionalnych przysmaków ciągnie się przez całą dolinę. Kto raz spróbował roztoczańskiej kiszki ziemniaczanej, ten wie, że Michelin się nie liczy – liczy się babcia z Krasnobrodu.
Skansen w Guciowie – wehikuł czasu
Gdybyście chcieli sprawdzić, jak żyli Wasi pradziadowie, zanim świat zepsuły reklamy i plastiki, idźcie do Guciowa. To skansen prowadzony przez pasjonatów. Zebrali oni w jednym miejscu wszystko to, co kiedyś było codziennością: narzędzia, meble, wozy, chaty i opowieści. Bo tu każdy eksponat ma historię.
Wchodzisz do izby – pachnie starym drewnem, piecem i sianem. I nagle czujesz, że to wcale nie były takie złe czasy. No może tylko brak Wi-Fi może doskwierać, ale za to zamiast scrollować – można gadać z ludźmi.

Parki krajobrazowe – dzika wschodnia Polska w pełnej krasie
Na Roztoczu znajduje się kilka parków krajobrazowych, które można przemierzać pieszo, rowerem albo konno. Roztoczański Park Narodowy, jeden z najpiękniejszych w kraju, to siedlisko rysiów, bocianów czarnych i ludzi z aparatem przyklejonym do oka.
Szlaki prowadzą przez puszcze, torfowiska i miejsca tak ciche, że słychać własne myśli. A te, gdy już się rozgoszczą, potrafią podpowiedzieć najlepsze pomysły na życie.
Wschód słońca w Bondyrzu, zachód w Józefowie
Nie ma na świecie wielu miejsc, gdzie słońce wschodzi tak pięknie, jak w Bondyrzu. Mgła wisi nad doliną, kogut pieje gdzieś w tle, a Ty siedzisz z kubkiem kawy na drewnianej ławce i myślisz: „Tak, tu mógłbym zostać”.
A jak już wstaniecie wcześnie, warto zakończyć dzień w Józefowie. To miasteczko z kamieniołomem i wieżą widokową, z której widać całe Roztocze. Po drodze można zatrzymać się na pierogi z jagodami. Bo to nie jest dieta – to styl życia.
Wschodnia Polska – Czy warto?
Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, to przypomnę Wam coś, co kiedyś usłyszałem od starego roztoczańskiego gospodarza: „Na Zachodzie to wszyscy gonią, a u nas się żyje”. I to jest właśnie clou tej opowieści. Wschodnia Polska to nie tylko kierunek podróży. To sposób na zatrzymanie się, odetchnięcie i zrozumienie, że piękno i spokój są na wyciągnięcie ręki.
Nie szukajcie zbyt daleko. Wsiądźcie w auto, spakujcie aparat, termos z herbatą i ruszcie tam, gdzie Polska wciąż pachnie sianem, lasem i uczciwą rozmową. Do Zamościa, na Roztocze, do miejsc, które mogą nie mieć billboardów, ale mają duszę. I to jaką!