Dawno mnie nie było na szlaku. Jakoś tak się poukładało, że zawsze coś. Tu pożar do ugaszenia, tu emocje nieogarnięte… No i sporo czasu na spacery z Alutką. W siodle zdecydowanie cudnie głowa odpoczywa. Jednak w góry też ciągnie. Długi czerwcowy weekend spędziłem pomiędzy Brzeskiem a Bośnią w Porębie Spytkowskiej. No i że kawał Polski przejechałem, aż żal było nie skorzystać z okazji. Do Pienińskiego Parku Narodowego całkiem niedaleko, więc wziąłem na cel Trzy Korony.
Trzy Korony to symbol Pienin. Malowniczo położone nad Dunajcem z dołu prezentują się bardzo fajnie. Widok z góry też zacny. Zacznijmy jednak od początku.
Trzy Korony – Najbardziej znany szczyt w Pieninach Środkowych – parking, bilety 2026
Wybrałem chyba najbardziej znany i najkrótszy szlak rozpoczynający się w miejscowości o malowniczej nazwie Sromowce Niżne. Po drodze mnóstwo rowerzystów i oczywiście roboty drogowe. Ruch wahadłowy opóźnił więc trochę dojazd. Byłem na miejscu, jak na moje standardy, dość późno. Dopiero około 13. Okazało się jednak, że całkiem fajnie wyszło. Na parkingu znalazłem bowiem miejsce po turystach, którzy właśnie wyjeżdżali.

Pan parkingowy był zakręcony jak słoik ogórków. Chyba pierwszy raz w sezonie miał taki młyn i trochę go to przytłoczyło. Na szczęście nie przerosło, więc zapłaciłem 30 za parking i ruszyłem na szlak.

W Sromowcach jest kilka parkingów. Można podjechać jeszcze bliżej szlaku, niż ja to zrobiłem. Co prawda straszy zakaz ruchu, ale tabliczka pod znakiem informuje, że nie dotyczy on aut zmierzających właśnie na ostatni parking. Z tego, co zauważyłem po drodze, można było auto zaparkować także na kilku z prywatnych posesji. Miejsca zdecydowanie mniej, ale można było 5 zł zaoszczędzić.
Wstęp do Pienińskiego Parku Narodowego jest bezpłatny. Natomiast za wejście na platformy widokowe na Trzech Koronach i Sokolicy trzeba symbolicznie zapłacić. O tym jednak w stosownym miejscu opisu.
Szlak na Trzy Korony – piękny wąwóz na początek
Jeśli mieliście już okazję poczytać moje wcześniejsze wpisy, to wiecie, że nie lubię chodzić tą samą drogą w obu kierunkach. Dlatego też również tym razem zaplanowałem pętlę. Ze Sromowców Niżnych ruszyłem pod górę żółtym szlakiem. Po minięciu ostatniego parkingu trafiłem na pawilon edukacyjny PPN. Nie zajrzałem jednak do środka, bo nie chciałem tracić czasu przed wspinaczką. Diabli wiedzą, co mnie czeka. Poszedłem więc dalej i po chwili wędrówki trafiłem na Schronisko PTTK Trzy Korony.

Schronisko wygląda bardzo okazale. Z tego, co wyczytałem, ma już prawie 100 lat. Musiało być jednak niedawno remontowane, bo wygląda jak Świątynia Wang na sterydach. Olbrzymie, drewniane gmaszysko, dzięki swojemu stylowi nie przetłacza. Moim zdaniem doskonale wręcz rezonuje z miejscem.
Po kolejnych ok. 200 metrach od żółtego szlaku odbija w prawo zielony. I tu właśnie moja pętla się zakończy. Bo zielonym mam zamiar wracać. Więc pora zacząć wspinaczkę.
Wąwóz Szopczański
Wędrówka na Trzy Korony jest dość specyficzna. Już na jej początku widać doskonale cel wspinaczki. Żeby zobaczyć coś ciekawego, nie trzeba przemierzać kilometrów od parkingu. Nie inaczej jest po rozpoczęciu wędrówki. Już po mniej więcej kilometrze spaceru dotarłem bowiem do Wąwozu Szopczańskiego.

Wąwóz tworzą strome wapienne ściany z jednej strony Masywu Trzech Koron, a z drugiej Podskalnej Góry. Uroku wędrówce dodawał szum wody Szopczańskiego potoku, który wije się malowniczo dnem doliny. Wiem, opis zajeżdża kiczem, ale dolina z kiczem nie ma nic wspólnego. To pierwsze tego dnia WOW.

Spacer wąwozem do przełęczy Szopka jest dość wymagający. Nie jest co prawda tak stromo, jak pomiędzy piętrami Gór Stołowych, jednak jest co dreptać. Wspinaczkę ułatwiają drewniane belki umieszczone w ten sposób, że tworzą schody.

Jak wspomniałem wcześniej, wybrałem się na Trzy Korony w długi, czerwcowy weekend. Żeby było weselej, to w sobotę. Na szlaku miałem więc dość spore towarzystwo. Na szczęście było już grubo po południu, więc wiele osób już wracało.
Ciepłolubne Łąki Pienińskie
Powolutku, metodycznie i bez ciśnienia wdrapałem się na poziom Ciepłolubnej Łąki Pienińskiej znajdującej się przy przełęczy Szopka. Pienińskie łąki są o tyle wyjątkowe, że na metrze kwadratowym można tu znaleźć od 30 nawet do 40 gatunków roślin. Najwięcej jest motylkowatych i storczykowatych. Wiosenna zieleń w pełnym słońcu aż kuła w oczy. Cudnie.

Widać stąd też już trochę przestrzeni. Z jednej strony widok między innymi na Tatry a z drugiej przedgórze i Krościenko nad Dunajcem.
Żółty szlak prowadzi właśnie do tej miejscowości, więc tutaj zakończyła się moja z nim przygoda. Dalej więc skręciłem w prawo i poszedłem szlakiem czerwono niebieskim. Po drodze piękny las i dwie kwieciste polany. Jest też wiata turystyczna i kilka ławek.

Co bardziej strudzeni podejściem mogą tutaj spokojnie odpocząć przed atakiem szczytowym. Butli z tlenem wprawdzie nie ma, ale świeżego powietrza pod dostatkiem.
Trzy Korony – platforma widokowa, bilety
Trzy Korony to szczyt składający się, uwaga werble, z pięciu szczytów, a właściwie wapiennych turni. Są to Okrąglica, Płąska Skała, Nad Ogródki, Niżnia Okrąglica i Pańska Skała. Platforma widokowa znajduje się na najwyższym z nich, czyli Okrąglicy.

Od 1 kwietnia do 15 listopada za wstęp pobierane są opłaty. Nie są one wygórowane. Bilet normalny to 10 zł a ulgowy 5 zł. No i bilet zakupiony na Okrąglicy jest tego samego dnia ważny również na Sokolicy. Działa to także w drugą stronę. Bilety są sprzedawane zwykle od 9:00 do 17:00 lub 18:00. W pozostałych godzinach można wejść bezpłatnie. Platforma nie jest bowiem zamykana.

Przy wejściu, poza biletem wstępu, można także przybić pieczątkę PTTK i kupić pamiątki. Trzy Korony nie są najwyższym szczytem Pienin, więc nie należą do Korony Gór Polski. Żeby zdobyć pieczątkę do książeczki KGP, należy zdobyć znajdującą się w tym paśmie Wysoką (1050 m n.p.m.) – najwyższy szczyt w Pieninach.
Idąc pod górę słyszałem od schodzących mrożące krew w żyłach wieści. Otóż na wejście na platformę widokową trzeba czekać dwie godziny. Taka informacja padła jednak dopiero na początku spaceru. Im bliżej szczytu byłem, tym wiadomości były bardziej optymistyczne.

Ostatecznie w kolejce spędziłem około godziny. Przy schodzeniu okazało się, że zrobiła się ona jeszcze sporo krótsza, więc im później, tym krótsze oczekiwanie. Przypominam jednak, że byłem w sobotę długiego czerwcowego weekendu. W innych terminach może tu nie być aż tak ciasno. Głowy jednak nie dam…
Trzy Korony – widok z Okrężnicy
Po wdrapaniu się w końcu na szczyt, okazało się, że warto było czekać. Widok niesamowity. W oddali Tatry, po prawej Jezioro Czorsztyńskie, w dole Sromowce Niżne i wijący się malowniczo Dunajec. No i panorama polskiej i słowackiej części Pienińskiego Parku Narodowego.

Jest na co popatrzeć. Spędziłem więc na szczycie kilka chwil. Zrobiłem zdjęcia, ale też postałem trochę w ciszy (względnej).
No i na szczycie to by było na tyle. Pora schodzić.
Zejście z Trzech Koron
Jak już wspominałem, nie przepadam za wracaniem ze szlaku po własnych śladach. Jeśli tylko jest taka możliwość, staram się tego unikać jak ognia. Tym razem jednak się udało. Po zejściu z Trzech Koron poszedłem w prawo nadal czerwono niebieskim szlakiem. Doprowadził mnie on do Polany Kosarzyskiej. To kolejna, charakterystyczna dla Pienin ciepłolubna łąka.

Można było pójść kawałek dalej prosto na Górę Zamkową. Znajduje się tam Zamek Pieniński, a właściwie to, co z niego zostało. Było już dość późno a ja, poza zejściem miałem jeszcze dwie godziny w aucie do zrobienia. Odpuściłem więc i odbiłem zielonym szlakiem w kierunku Sromowców Niżnych.
Szlak był prawie pusty i bardzo wygodny. Przez całą drogę powrotną spotkałem może z pięć osób. Zastanawiałem się po drodze, którym szlakiem lepiej jest wchodzić, a którym schodzić. W sumie to nie mam jakiejś kategorycznej opinii. Zielony wydał mi się trochę łagodniejszy. Jednak jakiejś kolosalnej różnicy nie zauważyłem.

Do parkingu dotarłem już bez większych przygód.
Trzy Korony – ciekawostki
- Szczyt z początku nosił nazwę po prostu Pieniny. W XIX wieku, prawdopodobnie ze względu na wysokość opłaty ze wejście, nazwano go Koroną. No ale inflacja sprawiła, że górale podnieśli opłatę do trzech koron. I tak już zostało.
- Według legendy turnie Trzech Koron powstały podczas ucieczki św. Kingi przed Tatarami. Miała ona rzucić za siebie koronę, która natychmiast zamieniła się skalne szczyty. W ten sposób zyskała osłonę od goniących ją najeźdźców.
- Na urwiskach Płaskiej Skały w masywie Trzech Koron, gniazduje niezwykle rzadki ptak – pomurnik. W locie prezentuje się niezwykle okazale. Jego czerwone pióra sprawiają, że wygląda egzotycznie. Można tu także spotkać także płochacza halnego i orła przedniego.
Podobał Ci się wpis? Postaw mi wirtualną kawę.
A jeśli spotkamy się na szlaku, ja na pewno się zrewanżuję 😉

Trzy Korony – podsumowanie spaceru
Pomysł z wdrapaniem się na szczyt Trzech Koron okazał się świetny. Gdybym miał wybór, pewnie wybrałbym mniej „turystyczny” dzień. Można by wtedy w większym spokoju wędrować. Jednak, o dziwo, nie natrafiłem na jakieś większe wariactwa. Nie było wrzeszczących dzieciaków, Januszów z piwem i Grażyn w japonkach. Poza kolejką na platformę widokową było więc całkiem spoko.

Cały spacer do Pienińskiego Parku Narodowego na Trzy Korony i z powrotem zajął mi niespełna 4 godziny. Przeszedłem w tym czasie około 7,3 km. Odliczając kolejkę na platformę widokową, spacer trwał więc około 3 godzin. Jak na tak niewielką odległość, przewyższenie było całkiem spore – około 520 metrów na ok. 3 km podejścia. Zwłaszcza że dawno nie chodziłem po górach.
Zdobycie Trzech Koron to na pewno nie jest wspinaczka wyczynowa. Każdy w miarę sprawny Weekendowy Turysta do sobie radę. Wystarczy dostosować tempo do możliwości i pamiętać o zabraniu ze sobą wody, a najlepiej izotonika. Soli mineralnych z potem można bowiem pozbyć się sporej ilości.
Szlak na Trzy Korony w Pieninach – zapis wędrówki
Trzy Korony – galeria zdjęć