O Tiskich Stenach dowiedziałem się przypadkiem, od również wędrującego przyjaciela. Swoją drogą, Grzegorz miał wielką radochę, że mnie tym miejscem zaskoczył. W północno zachodniej części Czech odwiedziłem już bowiem bardzo dużo skalnych miast. Tutaj jednak nigdy nie trafiłem. Nigdy też nie znalazłem nawet najmniejszej wzmianki w sieci. Stąd podejrzenie, że i Ty, mój czytelniku, tego miejsca nie znasz.
Czy warto je poznać? Moim zdaniem bardzo, bardzo tak! Skalne miasto Tiske Steny to bowiem petarda. Jest tu wszystko, czego można oczekiwać od skalnych miast. Są piękne widoki, dużo schodów, fantazyjne kształty skał i bardzo klimatyczny labirynt. Miejscówka leży mocno na uboczu, więc można tu znaleźć też, to co bardzo cenię w górach: ciszę i spokój. Nie jest może tak wysoko, jak w najbardziej znanych i obleganych miejscówkach, ale moim zdaniem to właśnie jeden z atutów tej miejscówki.
Tiské Stěny – dojazd, parking, bilety
Skalne miasto Tiské Stěny znajduje się w północno-zachodniej części Czech. Właściwie rzut beretem od Parku Narodowego Czeska Szwajcaria i jego niemieckiego odpowiednika, czyli Parku Narodowego Saksońska Szwajcaria. Rejon nazywa się Łabskie Piaskowce. Jeśli rzucisz tym samym beretem na wschód, trafisz w Decin. To niespełna 20 km autem.
Nie będę opisywał numerów dróg, bo w czasach nawigacji GPS nikt już z tego nie korzysta. Powyżej za to znajdziecie mapkę, która pozwoli Wam umiejscowić Tiské Stěny w przestrzeni.

Do labiryntu można wejść z dwóch stron. Od wschodu lub od południa. W obu miejscach znajdziecie parking. Za pozostawienie auta należy zapłacić w parkomacie. W 2025 roku zapłaciłem 100 koron. My zatrzymaliśmy się w miejscowości Tisa przy kościele św. Anny. Miejsce jest dobrze oznaczone. Nie sposób przegapić. Skalne miasto odwiedziliśmy w okolicach 11 listopada w dzień powszedni. Zdaje się, że w poniedziałek. Zajęte więc było około 20% miejsc. No i same polskie auta. Czesi byli w pracy. Myślę, że w sezonie i w weekendy jest tu znacznie ciaśniej.

Zaskoczenie już na początku
Pierwsze wrażenie po wyjściu z samochodu na parkingu? Tu chyba był pożar. ŚcianaTiskich Stěn od strony miejscowości Tisa ma czarny, jakby podpalany kolor. Wygląda rzeczywiście, jakby dostało jej się solidnie od ognia. No, ale jeśli tak rzeczywiście było, to bardzo dawno. W skalnym mieście nie znalazłem bowiem żadnych śladów żywiołu.

Dojście z parkingu do labiryntu Tiské Stěny jest banalnie proste i krótkie. Wystarczy przejść przez ulicę i za kościołem skręcić w lewo. Wielka tablica informacyjna nie pozostawia wątpliwości. Wyrastające za nią skalne ściany tylko potwierdzają – idziemy w dobrym kierunku. Dotarcie do kasy zajmuje zaledwie kilka minut.
Nie wiem, czy kasa skalnego miasta jest otwarta codziennie i w jakich godzinach. Poza sezonem chyba nie. My trafiliśmy na domek zamknięty na cztery spusty. Fakt, jak na listopad było dość późno. No i był poniedziałek. Wędrowaliśmy więc po Tiskich Stenach za darmo. Jeśli kasa jest otwarta, to ta przyjemność kosztuje następująco:
Skalne miasto Tiské Stěny – ceny biletów (2025 rok)
- Dorośli – 100 koron
- Dzieci 6-15 lat – 50 koron
- Dzieci do 6 lat – za darmo
- Bilet rodzinny – 2 dorosłych + maksymalnie trójka dzieci w wieku 6-15 lat – 250 koron
Kupując bilet w kasie, otrzymuje się mapkę z zaznaczonymi konkretnymi skałami i ich nazwami. Na szlaku część skał jest ponumerowana, żeby łatwiej było dopasować. My mapki nie mieliśmy, więc pozostało nam podziwianie bezimiennych cudów natury.
Tiské Stěny – wędrówka po dużej pętli
Kasa biletowa stoi w miejscu, gdzie łączą się dwie pętle. Po prawej stronie mamy Velke Steny a po lewej Male Steny. Wędrować można dowolnie. My wybraliśmy na początek kółko po wielkich ścianach. Tuż po wejściu między skały czekała nas wspinaczka po długich i stromych schodach. Lubię takie korytarze. Dzięki temu, że nie są zamknięte od góry, nie wywołują klaustrofobii. Dodają natomiast wędrówce klimatu tajemniczości i mroczności.

Po wdrapaniu się na górę docieramy do krawędzi Tiskych Sten. Rozpościera się stąd szeroki widok na miejscowość Tisa i okoliczne wzniesienia.

Po prawej stronie widać w oddali trochę wyższe góry już po niemieckiej stronie granicy.
Tiske Steny – raj dla wspinaczy
Na szczytach skał znajdujących się przed, powiedzmy, tarasem widokowym widać charakterystyczne, metalowe skrzynki. To znak, że na Tiskich Stenach można spotkać wspinaczy. Skały nie są tak wysokie, jak w innych skalnych miastach, ale myślę, że sprawiają ich amatorom sporo przyjemności.

Krótki, listopadowy dzień powoli zbliżał się do końca, więc na szczytowej ścianie Tiskich Ścian nie zabawiliśmy za długo. Przeszliśmy dalej zielonym szlakiem do zejścia na niższy poziom. Tutaj były znów strome i długie schody, które tak lubię.
Powrót z klimatem
W pewnym momencie szlak się rozdziela. Można pójść w prawo w kierunku drugiego wejścia, ale ma to sens tylko wtedy, kiedy tamtędy wchodziliście. No, chyba że jesteście głodni. Przy tym wejściu znajduje się bowiem restauracja.

Po prawej stronie zaczyna się to, co tygrysy lubią najbardziej – skalne miasto.

Jeszcze tylko rzut oka na okazałego skalnego grzyba, znajdującego się przy ścieżce do wyjścia i zanurzamy się w prawdziwy labirynt.
Skalny labirynt Tiské Stěny
Dla mnie Tiské Stěny to przede wszystkim labirynt skalny. Nie ma tu co prawda tak wysokich ścian, jak na przykład w Adrspach, jednak w niczym to nie przeszkadza.

Jest za to wśród skał sporo zakamarków, w które można się wślizgnąć i zniknąć na chwilę w ciszy.

Kształty skał są naprawdę fantazyjne. W niektórych erozja wytworzyła spore dziury. Podobały się one szczególnie dzieciakom.

Spacer do placu z kasą wyglądał bardzo podobnie. Sporo zakamarków, fajnych skał i spokoju. To ostatnie tylko w momentach, w których udało się odejść na kilka kroków od dzieci.
Mała pętla po Małych Ścianach
Na placu, na którym skończyliśmy dużą pętlę, zaczęliśmy także małą. Wspinania się jest tu też trochę. Dwa razy pojawiają się schody, ale nie są już takie długie, jak na Welkich Stenach. Za to równie klimatyczne.

W połowie pętli jest możliwość jej skrócenia, z czego skorzystała Marlena z dzieciakami. Ja poszedłem dalej. Pomysł był świetny, bo mogłem, choć na chwilę zanurzyć się w spokój tego miejsca. Zero innych ludzi, zero brzęczenia nad uchem i wrzasków. Tylko góry i ja. Cudownie.

Często zdarza się, że po przejściu jakiegoś fajnego fragmentu trasy, do auta wraca się po płaskim. Albo w inny, nudny sposób. Tutaj nudy nie ma. Niemal do ostatniego kroku zostajemy bowiem wśród czaderskich skał.
Tiske Steny – krótko o historii
Tiske Steny, podobnie jak większość skał w okolicy powstały w mezozoiku, czyli ok. 90 mln lat temu. Zlepione z materiałów różnej twardości ulegały w różnym stopniu erozji. I to właśnie czas i erozja wyrzeźbiły z nich tak fantazyjne kształty.

Historia Sten jako atrakcji turystycznej nie jest może aż tak okazała, ale warta zauważenia. Już na początku XIX wieku opis znajdujących się tu skał pojawił się w literaturze czeskiej. W XIX wieku także większości skał nadano nazwy zgodne z tym, co przypominały. Jest tu na przykład Skalny grzyb, Żółw, Herkules czy Stopy słonia. Co ciekawe, do początków XIX wieku wejście pomiędzy skały było możliwe jedynie z przewodnikiem.

Wspinacze odkryli to skalne miasto na początku XX wieku. No i są w nim zakochani do dziś. Jest tu wiele tras wspinaczkowych o różnych stopniach trudności. Dlatego często można tu spotkać zarówno początkujących, jak i tych bardziej ogarniętych wspinaczy.
Skalne miasto Tiské Stěny – podsumowanie spaceru
Tiské Stěny bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyły. Dodam, że mega pozytywnie. Odkryłem bowiem to miejsce zupełnym przypadkiem. No i mogę je z czystym sumieniem polecić. Jest tu wszystko: labirynt skalny, punkty widokowe, klimatyczne schody i zakamarki. A całość okraszona spokojem, niczym babcine pierogi skwarkami.

Spacer jest krótki, to zaledwie 3,5 km licząc również dojście z parkingu. Jednak tutaj cały czas coś się dzieje. To znaczy w sumie to coś się „nie dzieje”. Czas płynie spokojnie i leniwie a emocje utrwalają zapisywane w pamięci obrazy. Kurcze, na koniec mi się poetyka włączyła. Jednak skalne miasto Tiské Stěny takie jest. Gdybym miał je opisać jednym słowem to właśnie tym: „Poezja”.
Ile czasu zajmuje wędrówka po Tiskich Stěnach? Tyle, ile chcecie. Gwarantuję, że żadnej spędzonej tu minuty nie uznacie za zmarnowaną. Myślę, że godzina to minimum. Raczej przeznaczyłbym na tę przygodę dwie albo trzy… A może więcej…
Podobał Ci się wpis? Postaw mi wirtualną kawę.
A jeśli spotkamy się na szlaku, ja na pewno się zrewanżuję 😉

Tiske Steny – propozycja trasy
Galeria zdjęć ze skalnego miasta Tiske Steny